kradziejstwo


Link 07.05.2012 :: 20:09 Komentuj (0)
wybraliśmy się dziś na zakupy, aby uzupełnić zapasy nadszarpnięte przez miniony weekend. po wizycie w "Piotrusiu i Pawle" dotarło do mnie, że zapomnieliśmy o kocim żarle, więc podjęłam decyzję o wskoczeniu na chwilę do zasranego Lidla. przy kasie zorientowałam się, że torbę mam otwartą a portfela - a w zasadzie saszetki za niego służącej- brak. wtedy jeszcze nie spanikowałam, pomyślałam, że zostawiłam ją w samochodzie. złudne nadzieje. skrojono mnie i tyle. straciłam: telefon komórkowy, dowód osobisty, kartę bankomatową, kilka ważnych wizytówek i 400 złotych. oczywiście telefon, bo próbowaliśmy nań dzwonić, był już poza zasięgiem.

objechaliśmy mój bank, telefonię i policję. pani kierowniczka w lidlu na pytanie o monitoring wskazała mi paluchem kierowniczym jakiś śmieszny nr widniejący na plakacie sklepu, że mogę sobie tam ewentualnie dzwonić i dogadywać się o dostęp do nagrań, bo oni nie mogą, bo strasznie skomplikowane to jest, bo kodów nie mają i takie tam pierdy.

i to kara jest za robienie zakupów w "sieciówkach" oraz ignorowanie własnej intuicji. i jakaś entropiczna zasada w dodatku. i pokory to uczy, tym bardziej, że dziś wysłuchałam historii ludzi, którzy naprawdę mają PROBLEMY. a tę moją okradzioną torbę w pizdu wyrzucę, bo i tak od jakiegoś czasu bardzo jej nie lubię.

dlatego właśnie nie znoszę matematyki


Link 12.04.2012 :: 19:08 Komentuj (1)
wyliczyłam sobie: x - nowy wiek emerytalny, y - moje osobiste lata. wynik: do mety pozostało 31 lat harówki. wnioski - jeśli powiną mnie wówczas za kopnięcie ucznia albo jego rodzica w dupę, zaskarżę system, nasączę się benzyną czy czymś tam i na przydomowym placyku uczynię akcję pt. "Płonę, bo muszę". mało kreatywne rozwiązanie, ale przynajmniej widowiskowe.

pętelka


Link 03.04.2012 :: 20:46 Komentuj (2)
wycenili mnie. przesłali do akceptacji "rachunek" za materiały dydaktyczne. nawet prezent dostałam, tzw. audiobooka. i kiedy już liczyłam na pieniężny bonus, bo nie oszukujmy się, dla samej idei nie przerabiałam swojego móżdżku na plasterki, wyskoczyli z kolejnym zamówieniem. oczywiście, rzekłam "tak". i tak się z tą samopowielającą się historią bujam już 3 miesiąc. co skończę, to zaczynam. pętla........... - tu wpisać należy, zapewne, jakieś mądre nazwisko.

wiosna, kurde


Link 23.03.2012 :: 20:25 Komentuj (2)
przyszła sobie. wpadła do miasta i zakręciła zieloną kiecką, nakrapianą żółcieniami i fioletami krokusów. w jej obliczu powinno chcieć się żyć, a nie chce się. spać się chce, ale nie można. chyba stany mam, lękowe. objawiają się ciężarem kamienia, gdzieś w okolicach mostka, tuż nad żołądkiem, wątrobą czy innymi flakami. nie podoba mi się tegoroczna wiosna. w ogóle.

debiut sądowy


Link 14.03.2012 :: 18:30 Komentuj (0)
nie śpię od miesiąca, co nie do końca stanowi precyzyjne określenie moich stanów. zasypiam jak dziecko ok. 19.00, i tak sobie pochrapuję słodko do 22-23. 00, około. potem, w środku czarnej nocy następuje wybudzenie i tak już "wybudzająco" toczy się do jeszcze głębszej i ciemniejszej nocy, a w zasadzie "zaświtu" poranka.

wybudzam się więc ok. 2-3 przed świtem, jeśli mam szczęście - ok 4/5.00 rano. i rozmyślam. i zmagam się z wyobraźnią. i jeśli mam dobry dzień - potrafię znużyć powieki na kolejne 20- 30 minut.

no zmęczona jestem. i nie mam już trochę siły na nic nie wnoszące do sprawy dyskusje. i jeszcze chciałabym dodać, że "jak co do czego przychodzi", to i tak mnie ogarnia tzw. super-samotność, "poczucie" . i na szczęście jestem w na tyle komfortowej sytuacji, że zaczynam rozumieć niuanse, prawnicze.

a "wysoki sąd" jest tylko człowiekiem, więc miewa katar, odruchy wymiotne, łzawiące oczy i zdarza mu się też cierpieć z powodu braku snu. mogę mieć też nadzieję, że jak inni, miewa też -ot ludzkie -wyrzuty sumienia i odruchy.



gówniany kraj


Link 11.03.2012 :: 18:50 Komentuj (1)
no i se napisałam tysiące pism, czyli cztery, do sądu, a w sumie - e Sądu. zaskarżyłam sobie wyrok, zażądałam oddalenia w całości, powołałam się na kodeks cywilny - paragraf taki a siaki. wyrobiłam się w czasie - czyli dotrzymałam terminów. wykazałam, że to nie o moje długi chodzi, wykazałam, że nie mieszkam pod wskazanym przez presco adresem od 12 lat, i gówno to dało, bo i tak zajęto mi część wynagrodzenia. zastanawiam się teraz, czy wygrywając sprawę, od razu odzyskam zagrabione mi ponad 1000 zł. , czy zmuszona będę zakładać odrębną sprawę o odzyskanie zagrabionych mi pieniędzy, i czy naliczą - nie wiem kto - jacyś ONI - należne mi odsetki.

komornicze fatum


Link 20.02.2012 :: 22:02 Komentuj (0)
ja nie wiem, co jest i o co chodzi, i za co, i dlaczego, i w imię czego, ale komorniczy wątek prześladuje mnie i nęka. dzisiaj dostałam kolejne w moim życiu "strrrrrraszne" pismo, tym razem dotyczące mnie, osobiście. mam COŚ a właściwie za COŚ zapłacić. suma należności głównej wynosi niemal 440 pln, plus koszty ....... itp, itd, robi się z tego ponad 1000pln. przyszło pismo, że wjeżdżają (jacyś ONI - bo naprawdę nie wiem właściwie KTO) mi na wypłatę. nawet nie wiem, czego dotyczy należność. w firmie windykacyjnej z Piły (w życiu już nie odwiedzę Piły, gdzie w ogóle ona leży?!!), widniejącej w piśmie, dowiedziałam się tylko tyle, że płatność dotyczy telekomunikacji za 2006/07r. niestety, nie wiedzą, o jaką/jakie faktury chodzi, na jaki numer i czy w ogóle logicznie domniemam. pan zza słuchawki poradził poszukać faktury /rachunki potwierdzające zapłatę ( tylko za co? ). wiem, że "wniosek" - "zlecenie" ,czy jak to zwać, poszedł z warszawy. no to, mimo palpitacji i wszechogarniającego mnie wkurwu, wpływającego negatywnie na logiczne myślenie, próbuję kojarzyć fakty. w 1999 r. sprzedałam mieszkanie w warszawie - nie pamiętam, czy rozwiązałam umowę z tpsą, chociaż myślę, że tak, ale nie mogę założyć, że na pewno. w każdym razie nagle okazuje się, że tpsa sprzedała "moje" niby-długi firmie windykacyjnej, a ta skierowała wniosek do sądu - dla jasności : e-sądu, który postanowił obarczyć mnie wierzytelnościami, które do mnie nie należą. najgorsze, że komornik i firma windykacyjna działają w literze prawa! 1 marca z mojej wypłaty zabiorą mi ponad 1000 pln - nawet nie wiem za co. tym razem przegięli - ci ONI- i wkraczam na drogę sądową, choć jeszcze nie wiem z kim. obawiam się,że koszty związane z dochodzeniem moich praw przekroczą sumę, o która się wszystko rozchodzi, ale, do kurwy nędzy, nie może być tak, że pewnego dnia otrzymujemy pismo, z którego wynika, że KOMUŚ za COŚ zalegamy i nie wiemy za co, że straszą nas paragrafami (z których jeden zaprzecza drugiemu) i nie wiemy nawet, do kogo mamy zwrócić się o pomoc, aby dochodzić swoich praw.

idiotki


Link 20.01.2012 :: 18:51 Komentuj (1)
no i się stało. do wrobienia wątek się urobił. pani, paniusiu, panienko - czym i za jakie grzechy? nakłoniłam się do procesu pt"przewartościowanie", ""przenicowanie" oraz "bo tak i "uj" wam w napięte dupsko. Ustaliłam sobie jedyne słuszne, bo zdrowe, priorytety, np.:wal się na pysk głupio krowo; podżegaj , ale nie urabiaj; palmy, lecz się nie zaciągajmy; i olejmy tzw. idiotyzmy.

na nowy dzień


Link 31.12.2011 :: 16:58 Komentuj (0)
nie lubię sylwestra. mam tak jakoś anty-sylwestrowo od kilku lat. męczą mnie końcoworoczne podsumowania, ten swoisty bilans pozytywnych i fatalnych a minionych już przecież zdarzeń. po co się babrać w przeszłości - czy nie lepiej potraktować ją jak kamień, który wyrzuca się za siebie? było - minęło - dobre czy złe - stało się i się nie odwróci. szkoda czasu, jak dla mnie, na sentymentalne wspominania.

irytują mnie również, na okoliczność sylwestra, tzw. noworoczne wróżby, z których od lat wynika, że będzie z każdym nowym rokiem coraz gorzej. to jakiś okrrropny syndrom tych czasów - czy naprawdę nie ma choćby jednego superwróża, który twierdziłby na opak, inaczej? dlaczego nikt nie zawieści: "Nadchodzący rok, wbrew obiegowym opiniom, będzie fantastyczny i jedyny w swoim rodzaju. Urodzeni na Ziemi doświadczą cudownych chwil i zrobią poważny krok ku samopoznaniu. Jeśli zaakceptują siebie, wkroczą w nową erę z energią i ocalą Wszechświat!

w sylwestrowej nocy przeraża mnie też fakt, że większość ludzkości jest w tym dniu w stanie upojenia. w związku z tym porażającym faktem ja w tym dniu staram się zachować trzeźwość, tak na wszelki wypadek. może dlatego, o ile nie znoszę sylwestra, uwielbiam za to noworoczny poranek. gdy 1 stycznia otwieram oczy, myślę sobie: jestem w mniejszości ze względu na brak kaca. zrywam się z łóżka o bladym świcie i przez chwilę wydaje mi się, że jestem sama samiusieńka na tym dziwnym świecie. cudowna emocja! mam nadzieję, że jutrzejszy poranek będzie lśnił od słońca i zachwycał tą swoistą noworoczno-porankową ciszą.

A jaki będzie nowy rok? taki sam jak każdy nowy dzień - oby po prostu inny.

niespodzianka


Link 21.12.2011 :: 22:07 Komentuj (1)
parę lat temu wysłałam sobie pewien scenariusz pewnej lekcji na ogólnopolski konkurs, rzecz jasna, dla belfrów. awansowałam się wówczas i potrzebowałam publikacji, więc postanowiłam spróbować. stało się - wygrałam. jakiś czas potem zaproponowano mi współpracę i zlecono stworzenie serii scenariuszy lekcji powtórzeniowych do pewnego podręcznika. zrobiłam co do mnie należało, a za zarobione pieniążki kupiłam nową lodówkę. ot, proza życia.

kiedy otworzyłam dzisiaj moją mailową skrzynkę, złapałam się za głowę. naście tysięcy wiadomości, głównie od różnego rodzaju firm, stowarzyszeń i dawno zapomnianych znajomych. wiadomo - świąteczne życzenia, przeplatane świątecznymi promocjami. większość skasowałam bez uprzedniego zapoznania się z ich treścią. cudem ocalała wiadomość od pewnego wydawnictwa, która okazała się, ku miłemu zaskoczeniu, propozycją współpracy. tym razem miałabym stworzyć rozkład materiału do jeszcze nowszego podręcznika tegoż pewnego wydawnictwa. no cóż, przydałaby mi się nowa kuchenka.

nie wiem jeszcze, co z tego wyjdzie i czy w ogóle, ale jestem jakby tak lekko podekscytowana. przede wszystkim dlatego, że od pewnego czasu czuję się znużona moją codzienną pracą a nowe wyzwanie da mi, myślę, niezłego kopa. poza tym będzie odskocznią od nie najciekawszej i wciąż się pogarszającej atmosfery w szkolnym kieracie. jutro będę się kontaktować z pewną panią z pewnego wydawnictwa i ustalać szczegóły. tak naprawdę wszystko zależy od terminu, jaki mi wyznaczą.



{ design by Komercyjna dla Layout4you,
zdjęcie z Deviantartu }
{księga}



2012
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2011